Bali synonimem tropików?

Bali kojarzyło mi się zawsze z tropikami, nieskażonymi człowiekiem plażami, niespotykaną nigdzie indziej roślinnością, spokojem i możliwością oderwania się od wszystkiego co ciągniemy za sobą na naszych barkach. Im dłużej byliśmy w podróży i im więcej miejsc odwiedziliśmy, zaczęło do mnie po mału docierać, że Bali które sobie wymarzyłam i które pokazują w różnych produkcjach filmowych, może nie mieć za dużo wspólnego z tym jak ta wyspa wygląda w rzeczywistości.

Nie chcę być też źle zrozumiana, nie jest źle, jest po prostu inaczej. Dlatego, nauczona doświadczeniem, najlepiej w podróży nie kreować oczekiwań wobec miejsca czy ludzi, tylko mile się zaskoczyć i brać wszystko takim jakim jest. A jak jest?

Od zatłoczonego Denpasaru czy Kuty, można uciec jeśli szuka się spokoju i niższych cen. Można zamieszkać na wzgórzu, które wzięte jest wprost z horroru, w ośrodku gdzie władzę przejęły psy i koty, budzić się z widokiem na ocean i czuć się tam fantastycznie! I choć Nusa Dua, bo to o tej okolicy tu mowa, zajęta została przez olbrzymie resortownie, a większość wybrzeża jest w trakcie przebudowy, znajdziesz tam też chwilę spokoju i plaże nieskażone ludzką stopą. Większość atrakcji południowej części wyspy wydaje się być nastawiona na chińskiego turystę, który chce zjeść, zobaczyć świecące figurki, czy fale rozbijające się o brzeg. Nie zajrzy on do muzeum, nie pójdzie do światyni jeśli nie można zrobić tak dobrego selfie i nie zainteresuje się tradycyjnym balijskim tańcem. Wszystko to co naprawdę w południowym Bali warte zobaczenia objedziesz w jeden dzień. I nie popełniaj błędu licznych przed Tobą i nie bierz skuteru do Denpasaru, jeśli nie jesteś azjatyckiem kierowcą rajdowym z oczami dookoła głowy.

Na południowym zachodzie króluje surfing, a na północ znaleźć można najlepsze miejscówki do nurkowania. Odnowy i wyciszenia poszukasz w Ubudzie, gdzie komercjalizacja jogi przeszła na zupełnie nowy poziom. Przypomina to Rishikesh w Indiach, gdzie szkół jogi i aspirujących do tytułu nauczyciela joginów jest jak w ulu. To mekka sklepów, naganiaczy i restauracji wszelkiego typu, wszystkich w zachodnich cenach i dla zachodniego turysty.

To gdzie to prawdziwe Bali, zapytasz. Północna i zachodnia część wydają się być bardziej nieskażone wpływami rynku, ale jak jest naprawdę sprawdzimy to następnym razem. Pamiętać należy jednakże, że nawet w najwyższych partiach Himalajów, czy na bezludnych wyspach nadal znajdziesz miejsca gdzie podepniesz się do wirtualnego świata. Dlatego podczas Twej podróży najważniejsze będzie to zderzenie. Zderzenie z wyobrażeniami, oczekiwaniami i opiniami. Jedno jest pewne, większość miejsc, które polecane są do odwiedzenia po mału zatracają swój pierwotny charakter i zlewają się w jeden, dośc jednolity obraz. Zmieniają się by bardziej spodobać się i na dłużej zatrzymać odwiedzających. Pytanie tylko, co się  stanie gdy całkowicie ulegną wpływom zachodu? Czy nie staną się przypadkiem tylko szarym przemieszaniem wynikającym ze zbyt wielu wpływów i niepotrzebnej fascynacji?

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s