Ludzie gór

„NEPAL znaczy Never Ending Peace And Love, a skąd wzięła się nazwa Twojego kraju?”. Citru nie pozostawia chwili na odpowiedź i zaśmiewa się w głos. „Nigdzie indziej nie spotkasz takich ludzi jak w Himalajach. Śmieją się prosto z serca, są prości, ale wyjątkowo otwarci i pełni miłości”. To z kolei powiedziała nam Anke i jako że spędziła w tych górach całe miesiące na różnych wyprawach i wolontariatach, wie co mówi i ciężko się z nią nie zgodzić. Ludzie w Nepalu są wyjątkowi. Będą z Tobą żartować na całego, poproszą o masaż bo boli ich od rana głowa, położą się na Twych kolanach nie pytając o zgodę i skrócą każdy możliwy dzielący Was dystans. Przeżyli wiele, na codzień musząc stawić czoła nieprzewidywalnej pogodzie i ciężkim warunkom panującym na tych wysokościach. Czy to na 1400 metrów czy na 4000, żyją prosto, chwytając się jedynego możliwego pomysłu na biznes, przeobrażając swoje domy w bazę noclegową dla turystów i zajmując się typowym rękodziełem.

Odwiedziliśmy dwa rejony, nie bardzo od siebie oddalone, jednak których nie sposób do siebie porównać. W Langtang spędziliśmy 7 dni, wspieliśmy się na 4600 (niektórzy znacznie wyżej, ehm ehm) metrów i przeszliśmy 80 kilometrów (niektórzy znacznie więcej). Wybraliśmy to miejsce celowo. Dwa lata temu to właśnie obszar tego Parku Narodowego ucierpiał najbardziej podczas trzęsienia. Lawiny skalne zmiotły z powierzchni ziemi całe wioski. Ci którzy przeżyli odbudowali swe domostwa zaraz obok miejsca, w którym spoczywają ich bliscy. Zaczęli wszystko od nowa, przez co infrastruktura ogranicza się do glinianych pieców, baterii solarnych jako jedynego źródła prądu i prostych pokoików, w których oprócz materaców i koca z jaka, nie znajdziesz dodatkowych udogodnień. To pewnie dlatego w porównaniu z Pokharą i częścią Annapurna Circuit, którą przeszliśmy, Langtang wydaje się być znacznie prawdziwsze. Ludzie jednak omijają to miejsce właśnie ze względu na skalę zniszczeń jakie spowodowało trzęsienie. Nie natrafisz więc na tłok i brak miejsca w schronisku.

Tylko gdzie tu logika, zapytasz. Lepiej iść jak wszyscy, na mniej urokliwy trek wokół Annapurny, tłoczyć się w kolejce na szlaku, aby później móc zjeść pizzę i skorzystać z wifi na trzech tysiącach metrów? Tylko tam spotkasz Mountain Snoba, rodzaj trekkera, który wybiera tylko najlepszy sprzęt, łatwe trasy, luksusowe warunki i wygląda na szlaku jak z journala. To w Pokharze zobaczysz dziesiątki młodych ludzi przemierzających świat bez butów. Jak widać bycie hippi jest znowu w modzie, a chodzenie boso jest nawet według The Telegraph wyznacznikiem statusu społecznego (http://www.telegraph.co.uk/fashion/news/why-going-barefoot-has-become-the-new-status-symbol/). Dziwnie jest zobaczyć to w kraju, w którym ludzi żyjących w prawdziwych górach nie stać na inne buty niż japonki lub stare, zdarte adidasy…

Nie lepiej pomyśleć przez chwilę, pójść inną ścieżką niż wszyscy i nie przemierzać korony ziemi boso i w szaliku z jaka? Tak czy inaczej, widoki i cudowne wspomnienia gwarantowane, a decyzję podejmie przecież każdy z nas sam.

Langtang rulez! ❤ (w nawiasach przypisy Piotrka – mało czasu żeby wszystko zobaczyć, ale Helambu, Gosainkund, Mustang, Manaslu też ponoć piękne – będziemy wracać!!!)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s