zwrot co wolność oznacza

Ile potrwa Wasza podróż?– pyta mnie spotkana na trasie Hiszpanka.

Nie wiem, zobaczymy– odpowiadam.

Nie wiem, zobaczymy. Podoba mi się ten zwrot, oznacza WOLNOŚĆ– zauważa z tym szczerym, właściwym sobie uśmiechem.

Słowa te brzęczą mi w uchu jeszcze przez długi czas. Całą czternasto godzinną podróż pociągiem do Hanoi, przebijają się przez szum w przedziale. Przez głośne rozmowy współpasażerów, reklamy i programy telewizyjne nadawane na cały regulator. Przebijają się, by po raz kolejny uświadomić mi ile szczęścia mam w życiu. Zdrowa, jeszcze młoda, zwiedza świat bez większego planu.
A potem zaczynają odzywać się dziwne programy wgrane mi przez społeczeństwo i normy, wedle których zostałam wychowana. Pojawiają się pytania, co potem? Dlaczego nie robisz nic pożytecznego? Bo w gruncie rzeczy przecież taka podróż jest anomalią. Niektórzy pewnie rzekną, przecież to próba ucieczki od prawdziwego życia. Nic bardziej mylnego. Dla mnie to jest dopiero prawdziwe życie. Odkrywanie. Zachwyty. Coś czego duszy trzeba, by potem spokojnie mogła gdzieś osiaść na dłużej. A może nigdy się to nie przydarzy. Może po powrocie nadal będzie ją ciągnąć za przygodą, za godzinami czasu spędzonego na rozmyślaniach w publicznych środkach transportu kolejnych odwiedzanych krajów, za ciągłym doświadczaniem i poznawaniem. Jakby coś sączyło się we wnętrzu i uparcie nie odpuszczało, zmuszając do drogi.
Oczywiście bywa to męczące. Te godziny drogi, setki przebytych kilometrów. Te ciągłe rozmowy z napotkanymi ludźmi, które toczą się wedle tych samych schematów. Spięte plecy od siedzenia oraz pośladki i uda od nieustannego ruchu. Targowanie się, czekanie na hostel, załatwianie kolejnych formalności, rozpakowywanie i pakowanie na nowo…
Jednak każde kolejne odwiedzane przez nas miejsce, każdy napotkany życzliwy nam człowiek, a tych na trasie jest cała masa, utwierdza w przekonaniu, że nie można lepszej rzeczy w życiu dla siebie uczynić, niż rzucić się w jego nurt. Dowiedzieć się czegoś więcej o nim i wyjść poza wszelkie strefy komfortu.
I to właśnie dzięki takim decyzjom napotykasz babcię w małej wietnamskiej mieścinie, która wręcz nalega abyś przespał się w jej łóżku, a przed spoczynkiem naciera ci skronie i czoło specjalnym olejkiem. To dzięki nim jesteś w stanie zobaczyć przepiękne parki narodowe, z górami gęsto pokrytymi dżunglą czy najbardziej niespotykane jaskinie świata. Błąkasz się po wygasłym już ze względu na późną porę miasteczku, z dopiero co poznanymi ci ludźmi i jeździsz zuchwale po najpiękniejszych drogach Wietnamu. Gdzieś pod skórą, gdzieś już blisko powierzchni czujesz, że życie polega chyba jednak na czymś innym niż nam od urodzenia wpajano…
HOI AN i HI VAN PASS
Ahoj Przygodo! Niech miłość do Wietnamu, miłość do Azji kwitnie wraz z kolejnym dniem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s