Płyń z nurtem

Kierowca w Kambodży musi mieć jaja i nie mówię tu o takich potrzebnych do snucia się po europejskich miastach czy autostradach. Polskie krajówki wydałyby się tutejszemu wyjadaczowi zwykłym żartem, sytuacją odartą z tego łechcącego uczucia przypływu adrenaliny, drogą trochę bez sensu, po linii prostej do celu. Nawet Droga Troli w Norwegii, na której jako pasażer żołądek miałam ściśnięty i podsunięty pod samo gardło, kiedy to w jego wnętrzu szalały przypływy i odpływy, nawet ona dla zwykłego Kambodżanina byłaby zwykłą igraszką. Oj tak, aby jeździć po ichniejszych drogach trzeba się tu urodzić.

Prosta dwupasmówka zmienia się każdego dnia w prawdziwe pole bitwy, gdzie jedyne prawo to to, że dyktować swoje warunki może większy, albo i mniejszy, ale cwańszy od tego z gabarytami. Ruch odbywa się tu tak naprawdę na czterech bądź pięciu pasach, gdyby wliczyć w to pobocze i wszelkie w miarę płaskie powierzchnie przylegające do niego, w tym również chodniki. Na przeciw Ciebie, w sumie to tak naprawdę na Ciebie, jadą zarówno po prawej jak i po lewej stronie, to znaczy pod prąd. Co chwilę jesteś świadkiem jak autobus wyprzedza skuter, który wyprzedzany jest z kolei przez osobówkę, którą gdy warunki temu sprzyjają, wyprzedza kolejne auto. Klakson, jako przyjęty sposób wyrazu khmerskiego narodu, stosowany jest nieustannie i to w takim natężeniu, że zaczynasz myśleć- niewiarygodne, ale oni chyba naprawdę się rozumieją. Do wykonania manewru wyprzedzania nie wystarczy tylko zwykły migacz. Do użytych świateł i klaksonu, dodaliby z chęcią coś co angażowałoby dodatkowo pozostałe zmysły wchodzących z nimi w szranki śmiałków. Całe szczęście technika nie poszła jeszcze na tyle do przodu.
Niebezpieczeństwa na drodze, te realne oczywiście, możnaby wymieniać w nieskończoność. Tu padnie jedynie parę, najbardziej znamiennych przykładów. Po pierwsze pojazdy wszelkiej maści- od tych własnej konstrukcji przez skutery, których jak wszędzie w Azji jest zatrzęsienie, po wszechobecny tranzyt. Po drugie, te nie dające tylu sygnałów na raz, a zarazem najbardziej nieprzewidywalne, vide bydło w całych stadach czy w pojedynkę, wałęsające się przy drodze bezdomne psy oraz piesi. To przez te wymienione przeze mnie istoty, obszary zabudowane nabierają najgroźniejszego charakteru. Idąc dalej, noc. Ta ma w sobie coś wyjątkowo złowieszczego. Kambodża to jedno z najciemniejszych miejsc jakie odwiedziliśmy. Wszyscy, bez wyjątku, jeżdżą tutaj na długich światłach. Wszyscy i wszędzie. Dodajmy do tego brak chodników (najczęściej zastawione są  stoiskami, autami, bądź po prostu nie istnieją), brak pasów, brak świateł, morze aut i skuterów (kaski niepotrzebne) oraz wspomniane już przeze mnie i przez wszystkich akceptowane prawo większego…i nagle orientujesz się, że najsłabszym ogniwem w całym łąńcuchu jesteś właśnie Ty!
Nie dajmy się jednak zwariować. Jako pieszy czy pasażer płyniesz z nurtem i im szybciej się tego nauczysz, tym bezpieczniej poczujesz się na tutejszych drogach, odnajdziesz sens w całym tym rozgardiaszu i przede wszystkim,będzie w stanie oddać się spokojnej lekturze. Droga przecież przed Tobą daleka.
P.S. Post został napisany w trasie z Sihanoukville do Phnom Penh. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o ile bardziej szalony może stać się ruch uliczny….wtedy jeszcze nie dotarliśmy do Ho Chi Minh 😉

Jedna uwaga do wpisu “Płyń z nurtem

  1. heh, mnie tak w Delhi potrącił motocykl – wjechał we mnie na chodniku (na deptaku dla pieszych, żeby nie było)):) Cała Azja tak działa, dodam że w Kambodży ronda działają w lewo, a nie w prawo, a w Indiach czerwone światlo jest powszechnie nierespektowane.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s