Slow life

Niekiedy w życiu trafiasz w miejsca, w których od razu czujesz się jak u siebie. Przestrzeń taka woła Cię od progu, dopraszając się chwili Twej uwagi. Jej energia przyciąga Cię, jakbyś był opiłką metalu i trafił w zasięg pola magnetycznego. Koniec końców jest to fizycznie niemożliwe aby się jej oprzeć, więc wchodzisz w interakcję.

Uśmiech właścicieli krzątających się wewnątrz i wariacje szczeniaka zaczepiającego Cię na drodze przełamują pierwsze lody. Dosiadasz się do malarza, który będąc w akcie tworzenia ofiarowuje Ci trochę ze swej przestrzeni i pozwala poczuć się na tyle swobodnie, że zaczynasz zadawać pytania. W swoim studio nie pozwoli abyś czuł się jak obcy. Ofiaruje ci miejsce zaraz obok siebie i pozwoli przyglądać się procesowi tworzenia.

Pen. Żyje sztuką i z niej. Jest członkiem jednej z trzech grup artystycznych, działających na terenie Hua Hin. Wzoruje się na na impresjonistach, bo jak sam z siebie przyznaje obrazy w tym stylu sprzedają się najlepiej. Zrezygnował z kariery nauczyciela sztuki, bo musiałby spędzić rok na kursie przygotowawczym, za co nie dostałby ani grosza, a na to nie mógłby sobie pozwolić. W zadowolenie wprawia go fakt, że jego dzieła cieszą się coraz większym powodzeniem wśród Tajów. Naród z roku na rok staje się bardziej świadomy, a Tajowie zaczynają rozumieć sztukę.

Potrzebował 17 lat by dojrzeć do roli nauczyciela. Z Grace, najpilniejszą spośród jego uczniów, poznali się przez chrześcijańską organizację misyjną, w której oboje działają.  Do dziś wspomina podróż na Alaskę, kiedy to siedząc pod jednym z drzew i próbując akwarelek, wpadła jej do głowy myśl o pracy nad swym warsztatem. Jednak dopiero po wielu latach korespondencji zdecydowała się przenieść z Korei Południowej do Hua Hin. Czasami trzeba czasu, abyśmy zrozumieli jaką ścieżkę w życiu powinniśmy obrać.

Dzisiejszego dnia dostała zadanie, aby na pejzażu swego mistrza, zarysować piaszczystą plażę, a ja mogłam przez chwilę wcielić się w rolę jej pomocnika.I tak oto widzicie dwie artystki, rozmawiające ze sobą nie tylko werbalnie, ale przede wszystkim poprzez wspólny akt tworzenia. Wypita kawa. Godzina, zapisana w ich życiach. Coś co łączy i coś co spaja. Bo jak powiedziała Grace, nie ważne jest pochodzenie, nie ważny jest język, którym się posługujesz, ważne jest tylko jak bardzo chcesz nawiązać więź z innym człowiekiem i ile dobra z sobą niesiesz.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s