Czerwony pył

Godzina lotu lub 6 godzin autobusem, nie wliczając w to formalności wizowych. Dostać się do Kambodży jest bardzo łatwo. Wystarczy 30 dolarów, jedna fotografia i nos wyczulony na szwindel. Potem pozostaje kwestia przejścia z trybu tajskiego. Trybu bardzo lekkiego, wręcz zachodniego, z mocą uśmiechu i z wypracowanym podejściem do turystów. Tu, w kraju czerwonego pyłu, będzie zupełnie inaczej i czuć to już od pierwszej chwili. To co uderza jako pierwsze to kurz i infrastruktura, która jest bardzo słaba albo po prostu jej nie ma. Potem zauważasz brak wszechobecnego w Tajlandii uśmiechu. Ludzie są jakby bardziej ponurzy, zdecydowanie mniej ufni. Masz wrażenie, że wszystko co się dla nich liczy to pieniądz, a winna temu jest bieda, która kłuje w oczy przy każdym kolejnym kroku.

Siem Reap to miasto kontrastów i masowego turyzmu. Tu znajdziesz olbrzymią ilość pensjonatów, resortów, guesthousów, hosteli, prywatnych kwater zbudowanych zaraz obok rozsypujących się straganów. Wśród tych wszystkich zabudowań, ludzie Siem Reap jakby poupychani są między nie, niekiedy w jednym pokoju gnieżdżąc się wielopokoleniową rodziną. Obok tego Pub Street, taki uboższy brat Khao San Road w Bangkoku, a wszędzie dookoła lokale, w których czekają samotne, wystrojone jak stróż w boże ciało osoby obu płci, w różnym wieku. Taki kambodżański night market, o dużo bogatszych zasobach niż te tajskie. Większość knajp jest własnością zagranicznego kapitału, a wszystkie z nich zapchane są najgorszym rodzajem turystów, wydającym olbrzymie pieniądze na alkohol i inne używki, akceptującym zaloty dziewczyn zmuszonych do pracy na ulicy. Ci sami ludzie, którzy z rana pośpieszą z pomocą biednym dzieciom lub na wschód na zatłoczonym Angkor Wat.

Pomimo często podejmowanego tematu, wielu dyskusji które on wywował, my ludzie z zachodu, nadal nie wiemy jak świadomie podróżować. Jak zostawiać pieniądze tam gdzie powinny one trafić. Jak pomagać z głową. Masy turystów rok rocznie rozleniwiają tych najbiedniejszych, wkładając w ich dłonie kolejne dolary. Usługi kwitną, a branża turystyczna zatrudnia około 30% ludności. Ktoś rzuci, ależ tworzone są miejsca pracy! Dajemy szansę na stabilne zatrudnienie!

Kiedy emocje opadną, pierwsze łzy oschną na Twych policzkach, zaczynasz zauważać jak jest naprawdę. Widzisz degradację środowiska, przeładowanie miasta tuk tukami i nawołujących Cię zewsząd kierowców. Rozmawiasz z człowiekiem, który posługuje się biegłą angielszczyzną, ma 32 lata, na życie zarabia własnym sklepem z pamiątkami, kończy HR i zarządzanie na tutejszym uniwersytecie w przyszłym roku, a w perspektywie ma kolejne lata pracy w zawodzie za 150 dolarów miesięcznie. Pieniądze, które skończą się już w połowie miesiąca.Sklepik prowadzi od 20 lat!

Chcesz dać im coś od siebie, chciałbyś podjąć się wolontariatu w jednej ze szkół. Zciągną z Ciebie 50 dolarów za tydzień, a dzieci które uczyłeś nigdy nie zobaczą tych pieniędzy. W takim razie, myślisz, podaruję im książki, materiały pomocnicze, zapas ryżu, cokolwiek co tylko będzie potrzebne. Zapomnij i o tym. Zawód nauczyciela jest tak słabo opłacany, że zaraz sprzedadzą wszystko co im podarowałeś. Tu każdy kombinuje jak może.

Chcesz bardziej drastycznych przykładów? Ponoć co ósmy z działających na terenie kraju sierocińców jest niezarejestrowany. Dzieci wykorzystywane są głównie do pracy w branży turystycznej. Większość ma przynajmniej jednego rodzica, część została przez nich oddana specjalnie by zarabiały na rodziny, inne zostały zabrane siłą. A my wiedząc to nadal wkładamy ruloniki w ich małe dłonie. Te które zostały w swoich rodzinach, ale nie mają wystarczających środków na utrzymanie, nie pójdą do szkoły, zamiast tego będą całe dnie spędzać z rodzicami w restauracjach, będą biegać za Tobą z wieszakiem pełnym spodni za dolara bądź co gorsza, spędzą ten czas na zbieraniu pieniędzy. „One dollar, Sir, Madame, please, one dollar”. Smutne oczy zwrócone ku Tobie, na wyrachowanej twarzy małego kambodżanina.

Wszystko to mocno chwyta za serce. Myślisz sobie, przecież wystarczyłoby stworzyć im szansę, naprawić system edukacji (obecnie ich dyplom oznacza ukończenie pierwszego roku na europejskiej uczelni), uwierzyć w nich i dać pracę na stanowiskach, które teraz obsadzane są ekspatami. Rozwinąć inne gałęzie gospodarki. Zawalczyć z korupcją, którą tłamsi obywateli na każdym kroku. Wyznaczyć jakieś sensowne ramy rozwojowe dla branży turystycznej i napływających do kraju inwestorów, tak by przyczyniali się oni do rozwoju. Wystarczyłoby mieć jakiś plan…

Jednak jedyne co daje się dostrzec to to, że kraj ten błądzi gdzieś pomiędzy potencjałem jaki mają w pracowitych ludziach, a całkowitym zatraceniem siebie i swojej indywidualności. Już nawet miejsca święte nie są przestrzenią gdzie czci się jakiegoś Boga. Jedyne czemu oddaje się pokłony w Kambodży to pieniądz. A winni temu jesteśmy także MY, bezmyślni kolonizatorzy dzisiejsztych czasów.

 

Jedna uwaga do wpisu “Czerwony pył

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s